...........................................

RADIO POLONIA to audycja dla Polonii i o Polonii w Montrealu, ale nie tylko.  Nasze podstawowe cele to przede wszystkim działalność informacyjna, edukacyjna, popularyzująca kulturę polską.  Gramy po polsku. Naszą misją jest misja integracji środowiska polonijnego, prezentacji sylwetek wybitnych Polaków zasłużonych dla historii, nauki i kultury polskiej. 

Program radiowy adresujemy do tych, którzy chcą słuchać dobrych wiadomości i dobrych polskich piosenek. W radio jesteśmy dostępni na fali międzynarodowego radia CFMB - 1280 AM w Montrealu w niedzielę w godzinach: 18:00 - 20:00 oraz  na żywo w Internecie pod adresem: www.cfmbradio.com

Program prowadzi BOŻENA SZARA. Współpraca: Michał Stefański.

KONTAKT: (514) 367-1224

Kontakt do studia podczas trwania audycji: (514) 790-0251

E-mail: kontakt@radiopolonia.org


Radio Polonia jest współfinansowane przez Senat Rzeczypospolitej Polskiej w ramach sprawowania opieki Senatu nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

 

.................
OD PIERWSZEGO USŁYSZENIA - Bożena Szara (wyemitowane 13 października 2019 - posłuchaj)

OLGA TOKARCZUK Z LITERACKĄ NAGRODĄ NOBLA

Wiadomość tę w miniony czwartek podawały wszystkie polskie media, od lewa do prawa.

O tym, w jaki sposób zareagowali na nią Polacy pisze Aleksandra Klich w "Wysokich Obcasach" - weekendowym wydaniu Gazety Wyborczej: "Prawie unieśliśmy się nad ziemię, polecieliśmy. Płakaliśmy ze szczęścia, rzucaliśmy się sobie w ramiona, śmialiśmy się jak szaleni. Czwartek 10 października 2019 r. to już na zawsze będzie nasz dzień, nikt nam go nie odbierze. Bez względu na to, co będzie dalej, jego wspomnienie zostanie dla nas znakiem. Nobel dla Olgi Tokarczuk to wielkie doświadczenie pokoleniowe, na miarę Nobla dla Marii Curie-Skłodowskiej czy dla Czesława Miłosza. To nadzieja nie tylko dla tych, którzy spali z jej książkami, zaczytywali się w nich, szukając między wersami odpowiedzi na pytania, na które odpowiedzi gdzie indziej nie mogli znaleźć. To nadzieja dla wszystkich, którzy wiedzą, że w kraju nad Wisłą źle się dzieje Którzy są zgnębieni myślą o przyszłości swojej, swoich dzieci i wnuków. Nobel dla Olgi Tokarczuk to znak, że świat nas nie zostawił, patrzy na nas, wie, co się dzieje w Polsce. I znak kierunku, w którym powinniśmy iść. To powiew wolności".

Dorota Wodecka - dziennikarka Gazety Wyborczej tak oto pisze o Tokarczuk w okolicznościowym artykule czyli takim z okazji otrzymania przez pisarkę Nobla: "I pomyśleć, że Olga Tokarczuk poszła na psychologię, bo bycie pisarką wydawało jej się zajęciem nierealnym. Po studiach pracowała dorywczo tam, gdzie dotarła. Skręcała anteny do jachtów, była kelnerką, pokojówką, sprzedawała książki i bilety, pracowała jako garderobiana w teatrze".

Olga często opowiadała o sobie kiedy na poważnie zaczęła pisać: - Dziś sądzę, że w ten sposób nieświadomie przygotowywałam się do pisania, bo co ja, dziewczynka z nauczycielskiego domu, z prowincjonalnego miasta, czytelniczka Stachury i Eliota, mogłam wiedzieć o życiu? Potrzebowałam prawdziwych doświadczeń i dostałam je, np. na stażu na psychogeriatrii w szpitalu w Drewnicy. To było doświadczenie wstrząsające. Po latach pisanie wróciło samo, spontanicznie, przemożnie.

Olga jest wegetarianką. Od kilkudziesięciu lat.

I ponownie słowa pisarki: - Łatwiej mi znieść cierpienie człowieka niż cierpienie zwierzęcia. Człowiek ma własny, rozbudowany, rozgłoszony wszem i wobec ontologiczny status, co czyni go gatunkiem uprzywilejowanym. Ma kulturę i religię, żeby wspierały go w cierpieniu. Ma swoje racjonalizacje i sublimacje. Ma Boga, który go w końcu zbawi. Ludzkie cierpienie ma sens. Dla zwierzęcia nie ma ani pociechy, ani ulgi, bo nie czeka go żadne zbawienie. Nie ma też sensu. Ciało zwierzęcia nie należy do niego. Duszy nie ma. Cierpienie zwierzęcia jest absolutne, totalne. Dlatego w moim życiu nie ma mowy o wykorzystywaniu innych istot dla własnych korzyści. Nie ma mowy o zabijaniu i zjadaniu. To są partnerzy, bliscy. Inni i czasem kłopotliwi, ale jednak bliscy. Bracia nasi mniejsi.

Wraz z wielkim sukcesem Olgi Tokarczuk - przyznaniem jej literackiej nagrody Nobla - idzie wielka pokusa przywłaszczania jej sobie, przyciągania do jakiegoś obozu. Chęć zakrzyknięcia: "Tokarczuk jest nasza!". Użycia jej osoby i jej literatury w walce politycznej.

"Powstrzymajmy się przed taką pokusą!" - apeluje na łamach "Wysokich Obcasów" Paulina Reiter.

"Literatura Tokarczuk jest większa niż walki polityczne. Nagrodzenie jej Noblem to sygnał, że jest światowym dziedzictwem, należy więc do ludzkości, do nas wszystkich. Każdy może z niej czerpać otuchę, nadzieję, sens. Każdy może uszczknąć z jej piękna. Każdy ma też prawo się nią rozczarować, niezależnie od poglądów politycznych. To tak jak ze światowym dziedzictwem UNESCO - uznajemy niektóre budowle lub krajobrazy za tak wyjątkowo piękne, że należą do nas wszystkich i umawiamy się, że będziemy je chronić.

Żyjemy w czasach wielkich podziałów, zaostrzonego konfliktu, przestaliśmy ze sobą rozmawiać, lubimy się tylko oceniać i wykluczać. Wielka literatura, sztuka, jest szansą na jakąś nową wspólnotę, na to, żebyśmy się spotkali. Książki Tokarczuk opowiadają o doświadczeniu bycia człowiekiem, wraz z jego ziemskimi troskami, wraz z duchowymi poszukiwaniami. Tokarczuk potrafi spojrzeć na Ziemię z góry, z bardzo daleka, i zobaczyć migracje ludzi, nasz nieustanny ruch, i potrafi zajrzeć w głąb pojedynczego człowieka, najgłębiej. Przeciągając Tokarczuk do jednego obozu, odstraszamy od jej literatury tych, którzy zapisali się do innego. Byłoby wielką stratą, gdyby z tego powodu ktokolwiek powstrzymał się przed zanurzeniem się w jej opowieść. I gdybyśmy nie mogli się w tej opowieści jakoś spotkać" - kończy swój artykuł młoda dziennikarka Gazety Wyborczej.

Na zakończenie ciekawostka. Prezydent Wrocławia, a więc miasta, gdzie mieszka Noblistka wydał zarządzenie, że od czwartku, a więc od dnia, gdy Królewska Szwedzka Akademia ogłosiła przyznanie Oldze Tokarczuk nagrody Nobla, aż do niedzieli, mieszkańcy miasta mogli korzystać bezpłatnie z komunikacji miejskiej, pod warunkiem, że pokazali kierowcy jakąś książkę Noblistki. Nie było istotne, czy była to książka papierowa czy też elektroniczna. Ważne, by pasażer czy pasażerka udowodnili, iż czytają dzieła wrocławianki - Olgi Tokarczuk.

POLEĆ TEN ARTYKUŁ ZNAJOMYM Z FACEBOOKA..

 

MEANDRY POLITYKI - Michał Stefański  (wyemitowane 13 października 2019 - posłuchaj)

SPYTAJMY - PO CO?

Przenieśmy się na chwilę do sierpnia na wpół zapomnianego roku 1980-go i stańmy przed ukwieconą bramą Stoczni Gdańskiej. Czego tam nie było? Oprócz licznych portretów Jana Pawła II można było znaleźć po raz pierwszy wystawiane publicznie, a robione z ukrycia, zdjęcia z robotniczych wystąpień w Gdańsku i Gdyni dziesięć lat wcześniej. Tu i ówdzie zaczęły pojawiać się odbitki z zakazanej literatury historycznej. To tam właśnie przed bramą Stoczni jeszcze wciąż im. Lenina młodzi robotnicy, ale także niektórzy lokalni aparatczycy partyjni mogli się dowiedzieć o całej przerażającej głębi zbrodni systemu, którego symbolem było właśnie popiersie Lenina. Ale nie tylko Polacy oglądali Bramę Stoczni i jej bezpośrednie sąsiedztwo. Setki kamer największych agencji światowych wycelowanych w ten swoisty ołtarz pamięci narodowej Polaków domagały się jakiegoś opisu, wyjaśnienia, wniosku. 

A z tym było już gorzej. Albowiem mentalność jako tako wykształconego człowieka Zachodu była pod wpływem marksistowskich dogmatów, w myśl których wystarczyło pozbyć się tzw. "błędów" stalinizmu, aby spod brudnawej i splamionej krwią powłoki znanego utopijnego obrazka ukazało się błyszczące niczym kryształ prawdziwe oblicze humanistycznego socjalizmu. Bardziej spostrzegawcza część dziennikarzy i publicystów najsłynniejszych tytułów światowych dostrzegła, że w przypadku Polski ten "lewacki" model w ogóle się nie sprawdza. Pytani po co protestują, po co się narażają przystępując do strajku, miejscowi nie dawali wyczekiwanych odpowiedzi. Prawie nikt nie chciał ciągnąć wątku o tzw. "socjalizmie z ludzką twarzą". Jedna trzecia pytanych mówiła o braku wolności i dyktaturze jednej partii, a jedna trzecia narzekała na słabe zaopatrzenie w sklepach i niski poziom życia. Ostatniej (coraz liczniejszej) części Gdańszczan zależało na wyzwoleniu narodowym i wyrwaniu się spod dominacji tzw. "Wielkiego Brata" ze wschodu. Niemieccy czy włoscy filmowcy, przybyli świeżo z Kuby czy Hiszpanii do Gdańska, mogli się czuć cokolwiek dziwnie widząc jak przedstawiciele ich idealizowanej "klasy robotniczej" posłusznie klękają w czasie mszy świętych, a wśród krążących koło stoczni licznych ulotek można było znaleźć obrazki z Matką Boską Częstochowską. Potem we wrześniu był I Zjazd Solidarności w Hali Oliwii. Pod jego koniec - w opinii niektórych - nastąpił znowu zgrzyt w postaci wystosowania pamiętnego Listu do Narodów Europy Wschodniej. Jak się okazało po kilku latach, był to zgrzyt proroczy. Tak zwana "ekstrema" trafiła w dziesiątkę.
 
 Po co ten powrót do wspomnień? Przecież chyba wszyscy wiedzą, że autor tych słów nie przepada za długimi sentymentalnymi wspominkami przy ognisku i odgrzebywaniem styropianowej przeszłości. Jest jednak powód dlaczego warto na kilka chwil sięgnąć do tego co było. Polska opozycja demokratyczna, najczęściej mająca poglądy socjaldemokratyczne (i z tej przyczyny ciesząca się uznaniem zachodnich elit), miała przez długie lata fałszywy obraz swoich rodaków. Poglądy jednej trzeciej narodu brali za poglądy całości. Stąd też bierze się rozczarowanie, że pomimo dość częstego odchodzenia przez partię rządzącą od demokracji i rządów prawa, na ulicach miast polskich nie ma scen z Hong Kongu, a co najmniej z Paryża. Okazuje się, że w latach 1980 - 89 (jak też i wcześniej) walka z komuną nie oznaczała dla wszystkich tego samego. Niejeden z naszych wujków, ojców, czy dziadków roznosił ulotki czy pisał hasła na murach nie dlatego, że marzyły mu się niezawisłe sądy, czy paszport we własnym biurku, ale dlatego, że do końca życia stawał mu przed oczami np. obraz domu z dzieciństwa koło Lwowa. Miałem taką osobę w rodzinie. Do końca życia nosił przy sobie wyblakłą odbitkę obrazka z Ostrej Bramy w Wilnie. Czy takim osobom łatwo będzie zaakceptować nowoczesną, cybernetyczną Polskę uformowaną na kształt Danii czy Islandii? Jest to dość wątpliwe. Co najwyżej można sobie życzyć, aby żadna z tych dwóch grup rodaków nie próbowała na siłę nawracać tej drugiej.

Skoro wiadomo czego wypada sobie życzyć od niekiedy aroganckich liberałów, zwolenników szybkiego unowocześniania Polski, może raz jeden warto się zwrócić z apelem do tradycjonalistów, do (jakby to ująć)  "prawdziwych Polaków". Wiadomo, jak bardzo Wam zależy aby reszta narodu uznała waszą wersję polskości za jedynie słuszną i jedynie prawdziwą. Ale zastanówcie się Drodzy Państwo przez chwilę. Czy jest możliwe unowocześnienie techniczne kraju naszej młodości, przy jednoczesnym odrzuceniu innych obyczajowych "nowinek" z Zachodu? Chyba nie całkiem i nie do końca. Chyba, że zaczniemy (my lub nasze dzieci) budować wcale nie drugą Japonię, lecz "drugie Chiny". Miliony samochodów elektrycznych i ... miliardy urządzeń podsłuchowych. A wszędzie - na każdym rogu - cenzura, cenzura i jeszcze raz, cenzura. Czy taka będzie przyszłość świata?

Na zakończenie - wróćmy do podstawowego pytania "po co"? Po co głosujemy? Wiemy już, że obalając komunizm nasi ojcowie i nasze babcie nie miały w głowie tego samego. My głosując na taką czy inną opcję - też nie musimy wcale chcieć tego samego. Dla jednych - lepsza Polska to kraj bez niedostatku, dla innych - to kraj bez cenzury i dyscyplinarek dla niepokornych prawników; dla jednych - ideałem jest silne państwo zakotwiczone pewnie w wartościach narodowo-katolickich, dla tych drugich, bliskim ideału jest społeczeństwo samorządne, gdzie zrozumienie znajdzie każdy człowiek dobrej woli. Albowiem - zgódźmy się - swoją małą ojczyznę każdy z nas nosi w głowie.
 

POLEĆ TEN ARTYKUŁ ZNAJOMYM Z FACEBOOKA
 

Przejdź do archiwum komentarzy i felietonów

.................

CFMB 1280 AM, RADIO POLONIA, MONTREAL, KANADA. WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE.
Tel: (514) 367-1224, tel. do studia podczas trwania audycji: (514) 790-0251
E-mail: kontakt@radiopolonia.org / Designed and maintained by Andrzej Leszczewicz
ZALOGUJ SIĘ