...........................................

RADIO POLONIA to audycja dla Polonii i o Polonii w Montrealu, ale nie tylko.  Nasze podstawowe cele to przede wszystkim działalność informacyjna, edukacyjna, popularyzująca kulturę polską.  Gramy po polsku. Naszą misją jest misja integracji środowiska polonijnego, prezentacji sylwetek wybitnych Polaków zasłużonych dla historii, nauki i kultury polskiej. 

Program radiowy adresujemy do tych, którzy chcą słuchać dobrych wiadomości i dobrych polskich piosenek. W radio jesteśmy dostępni na fali międzynarodowego radia CFMB - 1280 AM w Montrealu w niedzielę w godzinach: 18:00 - 20:00 oraz  na żywo w Internecie pod adresem: www.cfmbradio.com

Program prowadzi BOŻENA SZARA. Współpraca: Michał Stefański.

KONTAKT: (514) 367-1224

Kontakt do studia podczas trwania audycji: (514) 790-0251

E-mail: kontakt@radiopolonia.org


Radio Polonia jest współfinansowane przez Senat Rzeczypospolitej Polskiej w ramach sprawowania opieki Senatu nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

 

.................
OD PIERWSZEGO USŁYSZENIA - Bożena Szara (wyemitowane 21 kwietnia 2019 - posłuchaj)
 

CAŁUN TURYNSKI

Wielkanoc to szczególny czas dla chrześcijańskiego świata. Telewizje przypominają filmy o życiu i śmierci Jezusa Chrystusa, emitowane są reportaże pokazujące obrzędy związane z drogą krzyżową, cytowane jest orędzie Papieża Franciszka, a prasa przypomina historię Całunu Turyńskiego. Dla chrześcijan Całun Turyński jest relikwią i potwierdzeniem słów zapisanych na kartach Ewangelii, dla niewierzących kawałkiem płótna, na którym pojawia się jakieś malowidło. Temat fascynujący, zwłaszcza po ostatnich naukowych odkryciach wykorzystujących najnowsze zdobycze techniki.

Przypomnijmy co to jest Całun Turyński?

Oto cytat z internetowej Wikipedii:

"Całun Turański to lniane płótno zawierające obraz dwustronnego (od przodu i od tyłu) odwzorowania postaci ludzkiej. Na materiale widoczne są liczne czerwone ślady. Przechowywany jest w Turynie, w kaplicy Świętego Całunu - katedry pod wezwaniem św. Jana Chrzciciela. Pomimo że jest on jednym z najczęściej analizowanych naukowo przedmiotów w historii ludzkości, powstanie i charakter utrwalonego na płótnie obrazu stanowi wciąż dla współczesnej nauki zagadkę. Według tradycji chrześcijańskiej w płótno to został po śmierci owinięty Jezus Chrystus, a charakter i umiejscowienie śladów odpowiada opisowi jego ran w Ewangelii. Obraz powstał według niej samoistnie. Być może wypalił się na owiniętym dookoła ciała materiale, pod wpływem jakiejś energii, w momencie zmartwychwstania, a czerwone ślady to krew Jezusa. Kościół katolicki ani inne chrześcijańskie Kościoły i związki kościelne nie określają, czy jest to naprawdę całun, w który owinięto Jezusa Chrystusa. Zostało to zostawione osobistym osądom wierzących. Według oficjalnego stanowiska Kościoła katolickiego autentyczność całunu nie ma związku z prawdziwością nauczania Chrystusa. Nauka interdyscyplinarna zajmująca się badaniem całunu to syndologia , od włoskiego określenia Santa Sindone, czyli "święty całun".

Bardzo ciekawa jest historia, która opowiada w jakich okolicznościach i kiedy rozpoczęto badania Całunu. Otóż Całun Turyński swoją niezwykłość ujawnił w dość zaskakujący sposób.

"25 maja 1898 roku późnym wieczorem włoski fotograf Secondo Pia przygotowywał się do zrobienia fotografii rozpiętego nad ołtarzem w katedrze turyńskiej starego płótna przedstawiającego zarys mężczyzny. Zlecenie na zdjęcie otrzymał od samego króla Humberta I, więc zabrał się za to z ogromną skrupulatnością. Na wzniesionej przed ołtarzem platformie ustawił duży skrzynkowy aparat fotograficzny i włączył lampy, którymi rozpraszał ciemność wciskającą się w zakamarki kościoła pod wezwaniem świętego Jana.

Zanim Pia nacisnął spust migawki, sprawdził, czy elektryczne światło nie gra refleksami na grubej szybie, za którą rozciągał się pożółkły materiał uchodzący według tradycji chrześcijańskiej za płótno pogrzebowe, którym owinięto Jezusa Chrystusa po śmierci. Wywoływaniem zdjęć zajął się od razu po powrocie do domu. Kiedy podniósł do oczu pierwszy negatyw, oniemiał z wrażenia. Miał przed sobą realistyczny obraz odwzorowanego na materiale człowieka, ze szczegółami i nadającymi mu trójwymiarowość tonalnymi cieniami, dotąd ukrytymi przed oczami obserwatorów. Wyglądało to tak, jakby w szklanej kasecie spoczywał wypalony na płótnie negatyw, a dopiero negatyw fotograficzny stał się jego właściwym wizerunkiem".

To niezwykłe odkrycie nie przyniosło włoskiemu fotografowi szczęścia. Obiegło prasę całego świata jako sensacja stulecia i wywołało fale wątpliwości i podejrzeń . Secondo Pia oskarżony został o dokonanie retuszu i fałszerstwa. Bronić się nie mógł. Całun tylko przez 8 dni był wystawiony na widok publiczny i spoczął z powrotem w srebrnej skrzyni. Sześć miesięcy później francuski ksiądz katolicki wystąpił z tezą, że wizerunek na całunie jest fałszerstwem i malowidłem typowym dla XIV w., kiedy to relikwie mnożyły się w sposób, który na pewno trudno byłoby nazwać cudem. Ale sprawa Całunu Turyńskiego i jego prawdziwości nie dawała ludziom spokoju. 4 lata później pracę nad płótnem rozpoczęła grupa uczonych na Sorbonie. W 1902 roku Yves Delage - profesor anatomii porównawczej, zdeklarowany ateista, znany z awersji do wszystkiego co miało posmak metafizyczny, wygłosił w auli uniwersyteckiej odczyt, który zakończył kategorycznym stwierdzeniem: "Proszę szanownych panów, człowiek utrwalony na całunie jest Chrystusem".

Współczesne badania Całunu przy użyciu coraz nowszych technik badawczych wykazują, że czerwone ślady na Całunie są autentyczną krwią osoby po traumatycznych przeżyciach. Oto cytat jednego z ostatnich badań naukowych. "Człowiek przedstawiony na Całunie Turyńskim ma około 180 centymetrów wzrostu, jest szczupłej, atletycznej budowy ciała. Zdaniem antropologów można założyć, że najpewniej miał nieco więcej niż 30 lat, ale mniej niż 45. Odwzorowanie sylwetki mężczyzny sugeruje, że złożono go na połowie płóciennego pasa, a drugą połową okryto go od góry. Jest nagi, ma długie włosy i zarost na twarzy. Jeśli przyjrzeć się mu dokładniej, można dostrzec na tkaninie ciemniejsze plamy, które wyglądają jak zaschnięta krew".

Podobnym tropem wcześniej, bo w latach 60 ubiegłego wieku, poszli naukowcy, którym pozwolono zbadać Całun Turyński. Potraktowali go nie jak relikwię, lecz jak dowód zbrodni. Medycyna sądowa i kryminalistyka pozwoliły dojść do interesujących ustaleń. Brytyjski lekarz doktor David Willis sporządził wykaz obrażeń ciała odwzorowanego na tkaninie mężczyzny. Szczególną uwagę poświęcił jego twarzy. Wyszczególnił siedem punktów:

1. obrzęk obu łuków brwi;
2. rana prawej powieki przypominająca rozdarcie;
3. opuchlizna obejmująca nos;
4. rozległy obrzęk na twarzy poniżej prawego oka;
5. rana w kształcie trójkąta na prawym policzku;
6. obrzęk lewego policzka;
7. obrzęk lewej strony podbródka.

Następnie Doktor David Willis zajął się analizą pozostałych obrażeń, w tym ciemnych śladów na płótnie przypominających zaschniętą krew. Na początku lat 80. włoski lekarz, doktor Pierluigi Bollone, ustalił, że ciemne plamy to krew grupy AB.

Pytanie o wiek Całunu Turyńskiego wciąż rozgrzewa umysły naukowców do tego stopnia, że niektórzy - by ustalić, kiedy mogło powstać to pełne zagadek płótno - konstruują nawet specjalne urządzenia. Tak postąpił na przykład profesor Giulio Fanti - włoski chemik, który zbudował spektrometr do zbadania włókien pobranych z płótna. Jak napisał w wydanej sześć lat temu książce, przedstawiony na tkaninie wizerunek mężczyzny przypominający ukrzyżowanego Jezusa może pochodzić z okolic roku zerowego naszej ery - z możliwością odchylenia po kilka wieków w każdą stronę. Wynik na tyle nieprecyzyjny i precyzyjny zarazem, że każdy może interpretować go na swój sposób. Choć naukowcom udało się ustalić już całkiem sporo informacji na temat przedstawionego na Całunie Turyńskim człowieka, wciąż brakuje odpowiedzi na najważniejsze pytanie: w jaki sposób jego wizerunek się tam znalazł? "Nie udało się jak dotąd rozszyfrować i odtworzyć metody takiego odwzorowania ukrzyżowanego człowieka, ze szczegółami, do których nawet najbardziej genialny średniowieczny artysta nie przykładałby wagi, przygotowując fałszywkę. Nie wiadomo, w jaki sposób utrwalono przed wiekami trójwymiarowy obraz człowieka na płótnie ani jaki barwnik został do tego wykorzystany. Jedne badania sugerowały na przykład, że użyto purpurowej wydzieliny tropikalnego ślimaka, inne podpowiadały metodę wypalania wizerunku na płótnie przez owinięcie nim rozpalonego do czerwoności metalowego posągu. Żadna nie przyniosła pożądanego efektu. W tej kwestii wiemy tyle samo, co fotograf Secondo Pia, który 121 lat temu z niedowierzaniem wpatrywał się w odbitą w negatywie twarz mężczyzny z Całunu Turyńskiego".

Na temat Całunu powstają całe stosy literatury naukowej. Badacze, na podstawie przeprowadzonych analiz, ujawniają wiele nowych faktów dotyczących ukrzyżowania Jezusa. Część z nich zaczęła nawet nazywać Całun Turyński "Piątą Ewangelią". Do jakich konkluzji doszli uczeni po tylu badaniach? Nie znaleziono dowodów, aby Całun Turyński miał być fałszerstwem. Przeciwnie, dotychczasowe badania wykazują zgodność, jakie tradycja i historia wiążą z całunem, czyli zgodność z tym, co przekazała nam Ewangelia i świadectwa dotyczące płótna na przestrzeni dwóch tysięcy lat. Setki badań, diagnoz, ekspertyz, jak choćby powtarzane niezliczoną ilość razy próby odbicia ciała ludzkiego na płótnie - nie powiodły się. Nie przyniosły rezultatów, choćby częściowo zbliżonych do obrazu takiego, jaki widzimy na Całunie Turyńskim.

Materiały które dziś cytowałam pochodzą z Wikipedii, audycji Polskiego Radia pt. -"Całun Turyński i jego tajemnica autorstwa Jana Nowaka - Jezirańskiego oraz z Magazynu TVN 24 - "Denat. Lat co najmniej trzydzieści. Grupa krwi AB".
 

POLEĆ TEN ARTYKUŁ ZNAJOMYM Z FACEBOOKA..

 

MEANDRY POLITYKI - Michał Stefański  (wyemitowane 21 kwietnia 2019 - posłuchaj)
 

NOTRE DAME DE PARIS

Kiedy na przełomie lat dwudziestych i trzydziestych XIX wieku zastanawiano się czy lepiej remontować zrujnowaną podczas rewolucji Katedrę Notre Dame, czy może lepiej ją rozebrać, powołany został do życia Komitet Ratowania Notre Dame. Jednym z jego aktywnych członków był miłośnik architektury gotyckiej i pisarz Victor Hugo. To on właśnie napisał w 1831 roku powieść "Notre Dame de Paris" znaną później pod tytułem "Dzwonnik z Notre Dame". Może też po to, aby uzmysłowić Francuzom co mogą stracić jednym nierozważnym krokiem. Opowieść o szkaradnym dzwonniku Quasimodo i przedmiocie jego uwielbienia pięknej Esmeraldzie stała się wkrótce bestsellerem, a kiedy nadeszła epoka kina, doczekała się przynajmniej kilku wersji filmowych. Takim to sposobem istnienie katedry Notre Dame weszło w krwioobieg kultury Francji, nie tylko tej katolickiej, lecz także tej zeświecczonej i do chrześcijaństwa nastawionej obojętnie lub nieufnie.

Na początku Wielkiego Tygodnia Paryż nazywany w XIX wieku "stolicą świata". znowu został nawiedzony przez nieszczęście. W pewnej chwili wydawało się nawet, że dni i godziny Katedry Notre Dame są policzone. A przecież stała niezmiennie na starodawnej Ile de la Cité od zawsze, a ściśle od roku 1163. Budowę uznano za zakończoną po przeszło dwustu latach. Kasztanowe belki wysuszone na wiór, podtrzymujące dach Katedry, przetrwały szesnastowieczne rozruchy na tle religijnym, Rewolucję Francuską i jej ateistyczne ekscesy, oblężenie Paryża przez Prusaków, a także obie wojny światowe. Dopiero teraz w poniedziałek 15 kwietnia gdzieś wśród stojących od roku rusztowań zamigotała iskra, która rozpoczęła dzieło zniszczenia świątyni symbolizującej dla wielu z nas nie tylko stolicę Francji, ale też o wiele więcej. Dla jednych cywilizację europejską, a dla innych kulturę chrześcijańską. A w tysiącach studiów radiowych i telewizyjnych rozbrzmiały w stu językach komentarze. Oto jeden taki głos: "Płonie wielki symbol pamięci Francji i całej Europy, wszystkiego co zdarzyło się w ciągu ostatnich kilkuset lat" mówiła przed kamerami historyk sztuki i była pani minister kultury profesor Małgorzata Omilanowska. Z kolei, aktualna pani minister Jadwiga Emilewicz wygłosiła cokolwiek chyba przesadną opinię: "Płonie Francja, której już nie ma." Przyznać trzeba, że wielu z nas miało tego typu myśli, kiedy to na oczach milionów ludzi na świecie zawaliła się wypalona od środka iglica. Tłum świadków przejmującego zdarzenia patrzy w osłupieniu, jak ich Notre Dame - ta znana od przeszło ośmiuset lat sylwetka - zmaga się z płomieniami, które najwyraźniej chcą ją całą pożreć. Pewna część Paryżan wraz z turystami zagranicznymi zaczyna się głośno modlić. U niektórych w oczach pojawiają się łzy. Stojąca na pobliskim moście młoda kobieta mówi do kolegi: "Płonie serce Paryża" i dodaje "To trochę tak, jakby nasze własne serce".

W okolicach godz. 22:00 komendant straży pożarnej wydaje komunikat, że choć spaliła się więźba dachowa i runęła iglica, jednakowoż konstrukcja ścian i sklepień nie została naruszona przez płomienie. Na tle uratowanych dwóch charakterystycznych dzwonnic Notre Dame stoi grupka ludzi. Otaczają dość szczelnie niedużą postać znaną większości Francuzów z ekranów telewizyjnych. To prezydent Republiki Emannuel Macron zwierza się narodowi ze swoich planów. Po krótkim wstępie pada zdanie kluczowe: "Stać nas na refleksję, ale też przepełnia nas poczucie jedności i wspólnoty losu. Jesteśmy narodem budowniczych i przed nami jest wielki projekt do wykonania. Odbudujemy naszą Notre Dame". Kamerzyści dzienników telewizyjnych wpuszczeni na chwilę do wnętrza jeszcze dymiącej i zalanej wodą świątyni zauważają złoty krzyż połyskujący w oddali nad ołtarzem. On jeden nietknięty ostał się nad rumowiskiem częściowo spalonych belek, dając wielu z nas świadectwo głębszego sensu tak tragicznego wydarzenia.

Kiedy dwa dni po owym pożarze w sercu Paryża, nad Francją rozbrzmiały jednocześnie dzwony wszystkich jej kościołów, w dalekim Krakowie dołączył do nich nasz Dzwon Zygmunta. Jak to wśród rodaków bywa, dla jednych było to podzwonne dla odchodzącej kultury Europy chrześcijańskiej, a dla innych był to raczej alarm przed nadchodzącym starciem kultur i cywilizacji. Byli też tacy, którzy interpretowali płomienie zwęglające dach Notre Dame w sposób apokaliptyczny i nader dosłowny, jako zapowiedź dalszych kataklizmów. W polskim internecie daje też o sobie znać grupa mniejszościowa, ale odczytująca znaki czasu w sposób pozytywny. To właśnie oni dostrzegli promień nadziei emanujący z krzyża połyskującego w głębi zrujnowanej świątyni. Według nich daje on nam znać o czymś ważnym. Jest takie łacińskie powiedzenie: "Non omnis moriar" (nie całkiem umrę). Chyba tak właśnie należy rozumieć podstawową prawdę chrześcijaństwa - śmierć nie kończy wszystkiego. Tyle tylko, że przesadne moralizatorstwo i samozadowolenie z polskiego modelu ustrojowego, to dla reszty świata nie mówiącej po polsku stanowi raczej wyraz niepotrzebnej pychy, a to nie rokuje dobrze dla potencjalnych odnowicieli ducha tradycyjnej Europy. Zostawmy zatem sumienie Francuzów w spokoju. Jeśli możemy, pomóżmy im odbudować ich Notre Dame. Nie ma co moralizować. Jeśli zechcą, sami wrócą do Kościoła. Pamiętajmy, że jest takie powiedzenie: "Młyny boże mielą powoli." Zatem życzmy sobie trochę więcej cierpliwości i dużo życzliwości międzyludzkiej nie tylko na Wielkanoc. Polska i Europa też na tym skorzystają.
 

POLEĆ TEN ARTYKUŁ ZNAJOMYM Z FACEBOOKA
 

Przejdź do archiwum komentarzy i felietonów

.................

CFMB 1280 AM, RADIO POLONIA, MONTREAL, KANADA. WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE.
Tel: (514) 367-1224, tel. do studia podczas trwania audycji: (514) 790-0251 
E-mail: kontakt@radiopolonia.org / Designed and maintained by Andrzej Leszczewicz
ZALOGUJ SIĘ