...........................................

RADIO POLONIA to audycja dla Polonii i o Polonii w Montrealu, ale nie tylko.  Nasze podstawowe cele to przede wszystkim działalność informacyjna, edukacyjna, popularyzująca kulturę polską.  Gramy po polsku. Naszą misją jest misja integracji środowiska polonijnego, prezentacji sylwetek wybitnych Polaków zasłużonych dla historii, nauki i kultury polskiej. 

Program radiowy adresujemy do tych, którzy chcą słuchać dobrych wiadomości i dobrych polskich piosenek. W radio jesteśmy dostępni na fali międzynarodowego radia CFMB - 1280 AM w Montrealu w niedzielę w godzinach: 18:00 - 20:00 oraz  na żywo w Internecie pod adresem: www.cfmbradio.com

Program prowadzi BOŻENA SZARA. Współpraca: Michał Stefański.

KONTAKT: (514) 367-1224

Kontakt do studia podczas trwania audycji: (514) 790-0251

E-mail: kontakt@radiopolonia.org


Radio Polonia jest współfinansowane przez Senat Rzeczypospolitej Polskiej w ramach sprawowania opieki Senatu nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

 

.................
OD PIERWSZEGO USŁYSZENIA - Bożena Szara (wyemitowane 8 marca 2020 - posłuchaj)
 
CO GORSZE? KORONAWIRUS CZY STRACH PRZED NIM?

Gdy spojrzymy na mapę świata to koronawirus jest już niemal wszędzie bo w 96 krajach. 
W przeszłości bywały już gorsze plagi, a jednak to koronawirus postawił świat na baczność.

Pierwszy raz w historii medycyny i mediów, czy raczej social mediów, na ekranach smartfonów, na ipadach, na ekranach komputerów i telewizorów widzimy walkę świata ze strasznym smokiem, tzn. wirusem.

I to zapewne wywołuje rumieńce tudzież reakcje obronne albo wręcz histerię. Wirus opisywany i nagłaśniany, wielokrotnieje i rośnie w siłę, rozprzestrzenia się bardziej w naszych głowach niż w rzeczywistości.

Oto czytamy, że kolej w USA zawiesza superszybki pociąg, bo z powodu koronawirusa nikt nie chce nim jeździć. W Polsce na 2 godziny jeden z pasażerów zatrzymał Pendolino, bo ktoś uporczywie kaszlał. W maratonie w Tokio z powodu strachu przed koronawirusem biegło 200 osób zamiast 38 tysięcy. W internecie roi się od informacji o odwołanych meczach, koncertach i zgromadzeniach.

To znaczy, że teraz nie będziemy wychodzić z domu, przestaniemy pracować, nie będziemy korzystać z komunikacji miejskiej, zamkniemy szkoły, przedszkola, żłobki, zakłady pracy i kościoły? Nie będzimy się spotykać, nie będziemy chodzić na zakupy, na spacery, do kina i do restauracji, bo wszędzie będzie na nas czyhał koronawirus? Tak to ma wyglądać?

To jeszcze nie wszystko. Dowiadujemy się, że nie powinniśmy dotykać swojej twarzy, okolicy oczu, nosa i ust. Powinniśmy myć ręce najlepiej 10 razy na godzinę i koniecznie używać specjalnych żeli z wysokoprocentową zawrtością spirytusu. Posiadacze zwierząt nie powinni ich głaskach, a już broń boże całować. Nie powinno się też całować dzieci, męża, żony, nie mówiąc o osobach spoza bliskiej rodziny. No, a jak już nam wypadnie się z kimś przywitać, to lepiej zrobić to nogą albo łokciem, a nie dłonią. Czyli uścisk dłoni surowo wzbroniony. Ręce z daleka!

Takimi informacjami i ostrzeżeniami żyje internet, bo telewizji od lat nie oglądam z powodu braku telewizora, który wywaliłam na śmietnik dokładnie w 2003 roku, kiedy to straszono informacjami, że SARS zabije nas wszystkich. Wtedy i teraz wszystkie telewizje świata prześcigują się w straszeniu swooich odbiorców.

Strach ma wielkie oczy i czasem przysłania świat. Strach przed chorobą i różnymi katastrofami potrafi skutecznie zepsuć codzienność.

Na przełomie lat 1999 na 2000 straszono nas, że zmiana dat w komputerach zniszczy wszystko, a świat pogrąży się w chaosie. W 2001 wąglik miał nas wszystkich zabić. W 2002 miał zrobić to wirus Zachodniego Nilu. W 2003 wspomniany przeze mnie - SARS. W 2005 straszono nas ptasią grypą, w 2006 wirusem E.coli, a w 2009 - świńską grypą. W 2008 roku słyszeliśmy, że załamanie się rynków finansowych zniszczy całą gospodarkę świata, w roku 2012 wg kalendarza Majów miał nastąpić koniec świata, a w 2013 roku Korea Północna miała wywołać III wojnę światową. Teraz mamy koronawira.

Co nas tak naprawdę zabija? Odpowiedź jest oczywista. Wirus strachu.

Ten mój dzisiejszy komenatrz nie jest zachętą do lekceważenia koronawirusa i nieprzejmowania się. To nie jest zachęta do bagatelizowania problemu czy negowania faktu, że wirusy istnieją i bywają niebezpieczne.

To jest zachęta do zaszczepienia się przeciwko panice, przeciwko histerii i przeciwko manipulacjom. Nowość, jaką jest kolejna choroba, wirus, może powodować niepokój. Każdy człowiek ma prawo i obowiązek troszczyć się o zdrowie swoje i innych. Ale czym innym jest troska, czyli w przypadku profilaktyki - mycie rąk, wysypianie się, jedzenie zdrowych posiłków - a czym innym histeria, panika, strach i maseczko-mania, nakręcanie się oraz teorie spiskowe.

Nie dajmy się zwariować!

Wirus jak wirus. Przyjdzie, niewątpliwie kogoś zarazi, niewątpliwie trzeba się go strzec i z nim walczyć. Ale rozumem, nie emocjami, nie mówiąc o histerii. Na histerię lekarstwa nie ma. Nie licząc oczywiście kubła zimnej wody na rozpaloną od emocji głowę.

Strach ma wielkie oczy i czasem przysłania świat. Strach przed chorobą potrafi skutecznie zepsuć codzienność.
Warto na spokojnie przyjąć plan przeciw wirusom na najbliższy czas:

1. Słuchać specjalistów w danej dziedzinie, nie jakiegoś Kazia czy innego Ziutka.
2. Przestrzegać elementarnych zasad higieny.
3. Nie nakręcać się wzajemnie.
4. Zachować spokój. To taka recepta na zdrowie - również psychiczne.

Wirusy to naturalny element naszego środowiska. Niektóre są bardzo groźne, inne takie były, dopóki nasz system odpornościowy nie przyzwyczaił się do nich. Wirus z Wuhanu jest dla nas nowym zagrożeniem, choć pochodzi z grupy wirusów, z którymi jesteśmy zaznajomieni od setek lat.

Epidemia pod wieloma względami przypomina ugrzęźnięcie w ruchomych piaskach. Żeby zminimalizować tragiczne skutki, trzeba, po pierwsze, zachować spokój, a po drugie - wykonywać tylko niezbędne ruchy, a nie miotać się, bo to tylko pogorszy nasz stan. Miotaniem w obecnej sytuacji epidemiologicznej jest szerzenie paniki i dezinformacji przy jednoczesnym zaniedbywaniu indywidualnych działań profilaktycznych.

Posłuchajmy głosu eksperta - profesora dr. habilitowanego - Krzysztofa Korzeniowskiego. Pan profesor jest kierownikiem Zakładu Epidemiologii i Medycyny Tropikalnej w Gdyni.

- Śmiertelność przy koronawirusie w dalszym ciągu jest niewysoka (obecnie szacuje się, że wynosi około 3 procent) w zestawieniu z SARSem, gdzie sięgała ona około 10 procent i z MERSem, gdzie przekraczała 30 procent. Natomiast musimy sobie zdawać sprawę z dwóch rzeczy. Po pierwsze, z łatwości transmisji nowego koronawirusa. I po drugie, ze specyfiki jego działania.

U ludzi ze sprawnie funkcjonującym układem immunologicznym to zakażenie przechodzi bezobjawowo, bądź też - jak to się w medycynie określa - poronnie, czyli jakieś drobne przeziębienie i to wszystko. Jeżeli jednak zarażona zostanie osoba obciążona chorobami, takimi jak zmiany nowotworowe, choroby przewlekłe, niewydolność oddechowa, niewydolność nerek, to taki człowiek za chwilę będzie walczył o życie. Na tym polega właśnie istota tej nieszczęsnej epidemii.

Innymi słowy: koronawirus łatwo się przenosi, ale groźny jest przede wszystkim dla osób, które i tak są w kiepskim stanie zdrowia. Dla zdrowego człowieka koronawirus nie jest bardziej groźny niż zwykła sezonowa grypa.

Ale co ma higiena czy szczepienia przeciw grypie do nowego koronawirusa? Bardzo wiele. Przestrzeganie podstawowej higieny jest najważniejszym elementem profilaktyki. Myć ręce. Myć zęby. Myć się. Codziennie. Myć jedzenie, które jemy. To na początek.

Drugi element to szczepienia przeciw grypie i innym chorobom układu oddechowego. Nie chcemy wybuchu epidemii i paniki jak we Włoszech? To zacznijmy się szczepić. Na razie przeciw grypie sezonowej, bo na koronoawirusa szczepionki jeszcze nie ma.

Każda osoba niezaszczepiona jest zagrożeniem dla słabszych - dzieci i osób w podeszłym wieku, które nie mają jak się bronić ani przed grypą.

Zabezpieczanie się przed chorobami układu oddechowego jest ważnym elementem naszej odpowiedzialności za siebie i innych, choćby dlatego, że objawy infekcji, przed którą panikujemy, są bardzo podobne do objawów grypy. Epidemia powinna więc skłonić nas przede wszystkim do indywidualnych działań zapobiegawczych. Nie możemy liczyć na to, że wszystko zostanie załatwione odgórnie, jeżeli sami nie będziemy przestrzegali podstawowych zaleceń.

Zatem:

- Jak najczęściej myj ręce, najlepiej używając mydła i wody albo preparatów odkażających zawierających alkohol,
- Kiedy kichasz lub kaszlesz będąc między ludźmi zakryj usta chusteczką lub swoim zgiętym łokciem, zaraz po tym wyrzuć chusteczkę i umyj ręce,
- Unikaj bliskiego kontaktu z osobami, które mają gorączkę i kaszlą,
-Jeśli masz gorączkę, kaszel i trudności z oddychaniem poinformuj o tym stosowne służby. Zrób to telefonicznie.
- Unikaj konsumpcji surowego lub niedogotowanego mięsa oraz mleka, a także dbaj o higienę miejsc, w których używa się surowego mięsa czy podrobów,
- Unikaj bliskiego kontaktu z osobami chorymi, zwłaszcza z
objawami ze strony układu oddechowego.

I najważniejsze: Zachowaj spokój!
 


 

POLEĆ TEN ARTYKUŁ ZNAJOMYM Z FACEBOOKA..

 

MEANDRY POLITYKI - Michał Stefański  (wyemitowane 8 marca 2020 - posłuchaj)
 
WIRUS ZOSTANIE Z NAMI

"Panie profesorze, a co się stało, że on tak nagle wybuchł?" Takie z lekka naiwne pytanie o pochodzenie koronawirusa skierowała dziennikarka do profesora Włodzimierza Guta, znanego i poważanego w środowisku lekarza-epidemiologa. "Po prostu, został zauważony." Taką zwięzłą odpowiedź dał specjalista. Potem jeszcze dyskutanci starali się dociec prawdy co do samej natury epidemii, rozgrywającej się na naszych oczach. Zdaniem profesora - my, ludzie, a nie tylko my Lechici - mamy do czynienia bynajmniej nie z jedną epidemią, a z dwiema. Na tą pierwszą, czysto medyczną, wystarczy zareagować wzruszeniem ramion i częściej myć ręce. Nie da się zaprzeczyć, że prawie rok po roku ludzkość ma do czynienia z większym lub mniejszym kataklizmem, potencjalnie zagrażającym jej istnieniu. Ta druga, nieporównanie groźniejsza epidemia jest wyłącznie wytworem medialnym. W ostatnich dwóch tygodniach wywarła ona tak potężny wpływ na samopoczucie możnych tego świata, że kilkakrotnie zatrzęsły się giełdy, a nowe pokolenie młodzieńczo naiwnych finansistów i obserwatorów rynków światowych ma nareszcie okazję nie z podręczników, ale praktycznie nauczyć się co dla wszystkich może znaczyć słowo "KRYZYS".

W historii kraju naszego dzieciństwa słowo "kryzys" nie jedno miało imię. W dawnych czasach nasi przodkowie narzekając sami na siebie mówili nierzadko o bezhołowiu, sobiepaństwie, prywacie, potem o kumoterstwie, kolaboracji i sprzedajności, a nieco później o braku kręgosłupa moralnego i karierowiczostwie. Lubimy dość często myśleć o naszej Ojczyźnie jak o przysłowiowym Zbarażu broniącym polskości do ostatniego tchnienia. Tak się rzeczywiście zdarzalo kilka razy w naszej historii. Ale jednak czyż nie bliższy prawdy był drugi obraz? Garstka ludzi odważnych, Polaków wielkich duchem biorąca na swoje barki krzyż hańby domowej, próbująca odkupić winy wrzaskliwego tłumu ludzkich miernot, na które prawie zawsze mógł liczyć któryś zaborca lub rodzimy kacyk. Owe wady narodowe pleniły się z dynamiką równą licznym klęskom żywiołowym, takim jak powodzie, klęski głodu czy choćby takim jak na wpół legendarna grypa "hiszpanka" sto lat temu. Dopiero teraz, w erze globalizacji, dochodzi do wielu z nas świadomość, że nasz świat w ciągu ostatniego półwiecza zmalał, skurczył się i to, co kiedyś stanowiło dopust boży tylko w jednym kraju, może nawiedzić z szybkością Airbusa czy Boeinga inny kraj, inną cywilizację. Zatem w reakcji na te wszystkie zawirowania, tu i ówdzie odzywają się głosy zwolenników powrotu Rzeczypospolitej choćby (w przenośni) do epoki saskiej, kiedy to wielu uważalo polskie osamotnienie za cenną polską wyjątkowość. No, dobrze - zdają sie nam mówić wymowne spojrzenia owych Sarmatów XXI wielu. OK. Chcieliśmy być w tej Unii. Bralismy dopłaty. Wybrukowaliśmy pięknie rynki niejednego miasteczka, postawiliśmy setkę wieżowców tu i tam. No i koniec. Dalej nam tego nie potrzeba, albowiem na dłuższą metę cena owej "zachodniości" byłaby zbyt wysoka. Podobno polskiej duszy nie jest po drodze z Europą Karola Wielkiego, cesarza Ottona, Marcina Lutra i Ludwika XIV. Na dodatek jeszcze ci okropni uchodżcy znów koczują na Bałkanach i we Włoszech. Przezornie w roli gastarbeiterów rząd pisowski zamierza bez rozgłosu sprowadzić do Polski Hindusów oraz Filipińczyków.

Jest jeszcze jeden aspekt ostatnich zmagań naszych rodaków z nieuchwytnym, prawie nieistniejącym - a jednak obecnym w myślach - koronawirusem. Komu zrobi on lepiej, a komu gorzej? Choć do kampanii prezydenckiej nie zapisano koronawirusa ani po jednej, ani po drugiej stronie, to jednak widać, że zaciążył on nad polską sceną polityczną. Jedna teoria głosi, że wstrząs wywołany jego pojawieniem się pomoże bardziej PiS-owi i stronie kato-narodowej. Wszystkie dotychczasowe pisowskie afery - nie licząc pomniejszych grzechów i grzeszków - zostaną przykryte codziennymi informacjami z placu boju w wykonaniu ministra zdrowia lub Głównego Inspektora Sanitarnego. Pod zasłoną mniej lub bardziej dramatycznych opisów pracy oddziałów zakaźnych polskich szpitali, zniknie ze świadomości zbiorowej obrazek posłanki Lichockiej pokazującej opozycji i połowie narodu środkowy palec - gest, który matce Polce o światopoglądzie katolickim nie przystoi. Dramatyczne sprawozdania ze szkół podstawowych wysyłanych na kwarantannę (zamiast na majówkę) też mają sporą szansę zasłonić skandale hejterskie podopiecznych ministra Ziobry. Nawet i teraz można by się założyć, że prawie nikt z kręgów kato-narodowych nie pamięta już o co chodziło w aferze Srebrna i jaki to odpoczynek oferował zmęczonym podróżnym przejeżdżającym przez Kraków obecny prezes NIK-u Marian Banaś.

Koronawirus może być groźbą, ale jest także szansą na pogodzenie ze sobą znacznej części Polaków, albowiem nic tak nie sprzyja porozumieniu, jak świadomość zbiorowego zagrożenia. Z tym, że z tą jednością specjaliści od propagandy wolą nie przesadzać, gdyż w razie trudności gospodarczych na pewno obróci się ona przeciw PIS-owi jako partii rządzącej. Poza tym, cóż znaczy zmarnowanie kilku miliardów na propagandę takiej czy innej fundacji narodowej wobec gigantycznego ryzyka forsowanego przez kilku niestrudzonych ministrów, uparcie dążących do zbudowania Centralnego Portu Komunikacyjnego w geograficznym środku Polski to jest w województwie łódzkim? To tam właśnie mają dojeżdżać ogromne, długie na kilometry pociągi ekspresowe z Chin przywożące do naszego starego kraju wszystko co trzeba - i czego nie trzeba - najpewniej z nowymi wirusami włącznie. To tam mają lądować samoloty z głównie chińską elektroniką piątej generacji, a wszystko po to, aby każdy obywatel krainy nad Wisłą i Odrą mógł nareszcie sobie kupić niedrogiego super-hiper smartfona.

Jest taka teoria wyznawana przez pokaźną grupę specjalistów-epidemiologów (wraz z naszym znajomym, profesorem Gutem), która głosi, że koronawirus już nie zniknie z horyzontu zagrożeń cywilizacyjnych, ale pozostanie z nami, po prostu jako jeszcze jedna odmiana starej, poczciwej grypy. Za rok czy dwa, inne choroby XXI wieku (jak to się mawia) "zostaną zauważone." Tym niemniej, warto wziąć sobie do serca opinię polskiego epidemiologa, który patrząc ze zdziwieniem na medialną hucpę, mówi do nas: "Kiedy do danych merytorycznych zaczyna się podczepiać speulacje o charakterze spiskowym czy politycznym, to zaczyna sie piekło. I nie ma to nic wspólnego z rzeczywistkością."
 

POLEĆ TEN ARTYKUŁ ZNAJOMYM Z FACEBOOKA
 

Przejdź do archiwum komentarzy i felietonów

.................

CFMB 1280 AM, RADIO POLONIA, MONTREAL, KANADA. WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE.
Tel: (514) 367-1224, tel. do studia podczas trwania audycji: (514) 790-0251
E-mail: kontakt@radiopolonia.org / Designed and maintained by Andrzej Leszczewicz
ZALOGUJ SIĘ