...........................................

RADIO POLONIA to audycja dla Polonii i o Polonii w Montrealu, ale nie tylko.  Nasze podstawowe cele to przede wszystkim działalność informacyjna, edukacyjna, popularyzująca kulturę polską.  Gramy po polsku. Naszą misją jest misja integracji środowiska polonijnego, prezentacji sylwetek wybitnych Polaków zasłużonych dla historii, nauki i kultury polskiej. 

Program radiowy adresujemy do tych, którzy chcą słuchać dobrych wiadomości i dobrych polskich piosenek. W radio jesteśmy dostępni na fali międzynarodowego radia CFMB - 1280 AM w Montrealu w niedzielę w godzinach: 18:00 - 20:00 oraz  na żywo w Internecie pod adresem: www.cfmbradio.com

Program prowadzi BOŻENA SZARA. Współpraca: Michał Stefański.

KONTAKT: (514) 367-1224

Kontakt do studia podczas trwania audycji: (514) 790-0251

E-mail: kontakt@radiopolonia.org


Radio Polonia jest współfinansowane przez Senat Rzeczypospolitej Polskiej w ramach sprawowania opieki Senatu nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

 

.................
OD PIERWSZEGO USŁYSZENIA - Bożena Szara (wyemitowane 14 października 2018 - posłuchaj)
 

KOBIETY IDĄ PO WŁADZĘ

Rok 2018 to nie tylko 100-lecie odzyskania przez Polskę niepodległości. 28 listopada 1918 roku, a więc kilkanaście dni po odzyskaniu suwerenności, dekretem Tymczasowego Naczelnika Państwa - Józefa Piłsudskiego przyznano kobietom prawa wyborcze. Dekret Naczelnika Państwa o ordynacji wyborczej do Sejmu Ustawodawczego stanowił: "Wyborcą do Sejmu jest każdy obywatel Państwa bez różnicy płci oraz wybieralni do Sejmu są wszyscy obywatele i obywatelki państwa posiadający czynne prawo wyborcze".

W historii Polski kobiety przewodziły w sferze domowej, ale awans w życiu publicznym właściwie nie był dopuszczalny. Przyszły kolejne fale emancypacji po I wojnie światowej, potem po II wojnie. Komunizm, przy całym koszmarze, jaki nam zafundował, wymusił mechanizmy awansu zawodowego kobiet. Ośmieszano go hasłem "kobiety na traktory", ale w efekcie Polki w ówczesnej Europie należały do najbardziej wyedukowanych kobiet w zawodach technicznych. I kiedy przyszły zmiany po 1989 to kierownicze stanowiska w firmach często obejmowały kobiety.

Ostatnich kilkanaście lat to dwa procesy. Po pierwsze, emancypacji kobiet na całym świecie, bo buntują się kobiety i w Ameryce Południowej, i na Wschodzie, i w krajach azjatyckich, nie mówiąc o Europie Zachodniej. Równocześnie w Polsce prawica kompletnie nie zrozumiała, jak zmieniło się społeczeństwo. Uderzając rękami ortodoksów w prawa kobiet, obudzili kolejną grupę dziewczyn, które nie mogły zrozumieć, dlaczego ich prawa zostały uznane za gorsze. One już się wychowały w innym świecie i gdy słyszą od polityków takich jak np. Janusz Korwin-Mikke, że kobiety są głupsze od mężczyzn, to patrzą na takiego jak na jakiegoś przybysza z kosmosu, pukają się w czoło i śmieją mu się w nos.

Za tydzień 21 października wybory samorządowe w Polsce. Nagłówki gazet donoszą, że kobiety idą po władzę. Po raz pierwszy w naszej historii komitety wyborcze zanotowały rekordową liczbę kandydatek w wyborach lokalnych. 18 proc. spośród wszystkich kandydujących stanowią kobiety. W 54 gminach o urząd wójta, burmistrza lub prezydenta miasta walczyć będą wyłącznie panie.
W poprzednich wyborach po władzę szło w 2006 - 12 %, 2010 - 14% i 2014 r. 16 %. Czy 18% to dużo? Nie, ale jak do tej pory najwięcej i nie od razu przecież zbudowano Kraków. Wszystko w swoim czasie.

Komentatorzy zastanawiają się dlaczego i skąd taka zmiana. Kobiety w ostatnich latach poczuły się silniejsze. A skąd ta siła? Z wściekłości i buntu przeciwko rządom zdominowanym przez mężczyzn. Liderki obecnych ruchów społecznych wzięły się z protestów pod sądami, z marszów kobiet, z Czarnych Wtorków i Piątków. Nie chcą dalej biernie przyglądać się, jak mężczyźni urządzają im świat i zarządzają ich życiem. Powiedziały dość. Przestały się bać. Rola kobiety w życiu społecznym i politycznym jest coraz mocniejsza i coraz bardziej zauważalna.

Sukces Czarnego Protestu po raz pierwszy pokazał Polakom siłę masowego sprzeciwu kobiet. Tzw. "słaba płeć" na naszych oczach przestaje taką być. Nie wynika to jednak z kolejnych ulicznych manifestacji, jak niektórzy twierdzą, ale z dużo większej zmiany, która niespostrzeżenie dokonuje się w polskim społeczeństwie.

Wchodzimy w czasy, w których utrwalony przez wieki model dominacji mężczyzny nad kobietą przestaje mieć rację bytu. Nie dlatego, że ci pierwsi zdecydowali się oddać palmę pierwszeństwa. Jest to raczej wynik naturalnej ewolucji - kobiety zarabiają coraz więcej, są lepiej wykształcone, bardziej odpowiedzialne, no i zmniejsza się również luka płacowa między płciami.
W społeczeństwach zachodnich posiadanie pieniędzy wiąże się z wpływami politycznymi. I siłą rzeczy kobiety zdobywają ich w w tym momencie coraz więcej. Poprzez swoje coraz grubsze portfele mają realny wpływ na obraz współczesnego świata.
Transformację, którą przeszedł w ostatnich latach rynek, idealnie pokazuje reklama Mercedesa. Na ekranie widzimy elegancko ubranego mężczyznę, który na pierwszy rzut oka, zdaje się być właścicielem pojazdu.
- Ładny samochód - zaczepia go nieznajoma kobieta.
- Ładny - potwierdza nonszalancko oparty o mercedesa. Ku jego zaskoczeniu, chwilę później w ręku rozmówczyni pojawia się pilot. Kobieta z uśmiechem politowania podchodzi do drzwi i wsiada do auta. Wbrew temu, co sugerował początek klipu, pojazd należał do niej.

Kobiety już dawno prześcignęły mężczyzn pod względem liczby dyplomów uczelni wyższych, a odsetek kobiet na studiach zmieniał się wraz z upływem czasu. Kobiety coraz lepiej zarabiają, a emancypacja przejawia się nie tylko w wysokości pensji, ale także w rodzaju obejmowanego stanowiska. Z badań Instytutu Pracy i Spraw Socjalnych wynika, że od 2012 roku do 2017 roku liczba kobiet na stanowiskach kierowniczych w Polsce wzrosła z 24 procent do 32 procent.

Takie dane nie dziwią kreatorek biznesu, które temat ekonomicznej ekspansji i emancypacji kobiet zgłębiają pod kątem naukowym. - Grozi nam seksmisja - mówią z uśmiechem. Kobiety zmasowały swoją walkę nie tylko o pozycję ekonomiczną, ale także o władze - dodają. Przedstawicielki płci pięknej uwielbiają się szkolić, dokształcać, są perfekcjonistkami. Kobiety sięgają po władzę i są do niej lepiej przygotowane. Zdawało się, że Czarny Protest był efektowną manifestacją siły, ale to dopiero początek...

Kobiety wyszły na ulice nie tylko w dużych miastach, ale też w mniejszych miejscowościach, gdzie jest dużo trudniej. Czasem protestowały we dwie-trzy albo po prostu poszły do pracy ubrane na czarno. Potem miały z tego powodu problemy, ale nie przestraszyły się. Do tych bardziej odważnych i zdeterminowanych dołączały kolejne. Do protestów włączyły się kobiety niekoniecznie związane z liberalnym nurtem, dużo innych środowisk zaczęło się organizować. I ta obudzona w nich obywatelskość może zmienić wynik kolejnych wyborów nie tylko tych najbliższych, samorządowych.

Wiele osób o liberalnych obyczajowo poglądach wcześniej nie szło głosować, bo uważało, że jakoś sobie dadzą radę. Dopiero zamach na prawa kobiet spowodował zmianę. Teraz decydując się na kandydowanie w wyborach samorządowych wierzą, że są w stanie zawalczyć o siebie i że tę walkę wygrają dla dobra mieszkańców swoich gmin i miast.

Wspomniałam wyżej, cytując jedną z kreatorek biznesu, że grozi nam seksmisja. Państwo oczywiście pamiętacie świetną komedię Juliusza Machulskiego pod tym właśnie tytułem? No kto by nie pamiętał. To tam padły słowa, które weszły do naszej kultury o tym, że ..... Kopernik też była kobietą. To oczywiście żart, ale to z ust mężczyzn słyszę go najczęściej podczas dyskusji, gdy brakuje im argumentów w słownych starciach z mądrymi, wykształconymi i błyskotliwymi kobietami.
Tak, tak....szanowni panowie politycy.... kobiety w Polsce idą po władzę czy się to wam podoba czy też nie, ale tak właśnie jest.
...

 

MEANDRY POLITYKI - Michał Stefański  (wyemitowane 14 października 2018 - posłuchaj)
 

DRUGA UNIA - NA ZAPAS

Profesor Zybertowicz jest jednym z bardziej znanych ideologów tego, co nazywane jest w oficjalnym języku politycznym naszego starego kraju "dobrą zmianą". Jako jeden z głównych doradców prezydenta Dudy pełni często rolę postaci określanej w angielskim słowniku politycznym jako "spin-doctor". W USA lub na Wyspach Brytyjskich taki ekspert ma jedną jedyną funkcję - wytłumaczyć co władza mogła mieć na myśli, szczególnie wtedy kiedy jej myśli trafiają jak kulą w płot i kiedy zachodzi poważne podejrzenie, że prezydent, premier lub któryś z tuzina najważniejszych polityków coś (jak to sie mawia) "palnął" i będą z tego szkody wizerunkowe, albo, co gorsza, nawet materialne. W polskiej polityce, tacy egzegeci (t.j.) objaśniacz mają pełne ręce roboty, gdyż na arenie publicznej panuje od wielu lat zasada - "Nie matura, lecz chęć szczera...(itd). Jak dotychczas, w tej niełatwej (i nie zawsze docenianej) roli prof Zybertowicz czuł się nieźle. Kiedy było trzeba, uspokajał cały Izrael i połowę państw Zachodu. Zaprzeczał gdy zachodziło podejrzenie, ze polski wymiar sprawiedliwości wyśle n.p.  kompanię komandosów i będzie ścigał wszędzie, po lądach i oceanach, antypolskich pismaków z Argentyny Brazylii czy Niemiec za podawane przez nich wypaczone informacje. Raz nawet wypsnęło mu się zdanie, dziwnie brzmiące w ustach profesjonalisty, że może ustawa ipeenowska pozostanie niezmieniona, ale "nie będziemy jej stosować". Do tego oczywiście dochodziło znaczące mrugnięcie okiem do publiki w kraju, że to tylko po to, aby nie denerwować tych cymbałów z Zachodu. Profesor nawet nie musiał mrugać. Robiła to za niego patriotyczna prasa -  w dawnych czasach zwana niepokorną. W taki to sposób z profesorskich usłu korzystała - za granicą partia rządząca, a wewnątrz kraju lud pracujący miast i wsi. 

Jeden z przyjaznych Zybertowiczowi recenzentów napisał niedawno, określając jego dotychczasowy dorobek naukowy, iż  "bardzo pragnie być profesorem", co rozbawiło część utytulowanej publiki Warszawki i Krakówka. Ot - mała złośliwość kolegi po fachu. Jednakowoż, pozwolę sobie delikatnie wziąć pana profesora w obronę. Jego zasługi nie polegają jedynie na tym, że czegoś "bardzo chce". Od czasu do czasu, jakiś pomysł mu się uda. Do takich pomysłów można zaliczyć stworzenie (na razie na papierze)  "tej lepszej", "zapasowej Unii" (czegoś w stylu zapasowego przedziału dla palących, albo klasy wyrównawczej dla dzieci z problemami psychologicznymi). Wydaje się, że jednej trzeciej rodaków pomysł przyjaznej, wyrozumiałej i hojnej Unii tez by się spodobał. Takie nowe Bizancjum, nowa Europa, a może nawet Czwarty Rzym. Unia dająca, ale niczego nie wymagająca w zamian, niczym matka rozpuszczonego jedynaka; Unia nareszcie moralna - bez nudystów, bez żadnych tam LGBT i bez tej całej mozaiki rasowo-kulturowej. Unia gdzie najpierw daje się pracę białym. Unia gdzie sąd stawia interes społeczny ponad bezdusznym i pozornie neutralnym prawem. Tak, to by było nienajgorsze, myśli sobie owe 33% Lechitów. 

Problem z takim rozumowaniem jest jeden: nie wszystko na scenie światowej jest tak łatwo wymienialne jak klocki lego. Potencjał gospodarki polskiej - choć życzymy jej jak najlepiej - nie dorównuje machinie gospodarki Niemiec, Rumunia nie zastąpi potencjału Francji, Z Chorwacji czy Słowacji nie zrobią się z roku na rok drugie Włochy, a Bułgaria, choćby bardzo chciała, jednek nie zajmie miejsca Hiszpanii czy Holandii. Jest co prawda jeden znany nam przywódca w regionie, któremu idea bizantyjskości może wydać się bliska. Przecież to jego kraj wychodząc z epoki niewoli tatarskiej - a faktycznie wspólnoty pierwotnej - oznajmił ustami swojego władcy, że choć Turcy zlikwidowali bizantyjski. "drugi Rzym", to jego spuścizna nie zaginie. Tak to powstała potęga pretendująca do miana "trzeciego Rzymu". Oczywiście chodzi o Rosję, chcącą dla naiwnych powielać mit słowiańskiej "świętej Rusi". Na pewno jeszcze nie teraz, ale kto wie - może za rok czy dwa - profesora Zybertowicza zaproszą na jakieś sympozjum czy konferencję, do stolicy owego "Trzeciego Rzymu", na której, nagle, zupełnym przypadkiem, pojawi się ON, niekoronowany car Władymir Putin. Nie wykluczone, że wówczas temat tej drugiej wspaniałej, idealnej, wschodniej Unii Europejskiej powróci na wokandę. Nie jest także wykluczone, że któregoś dnia w mieniącej się od kryształów i złota sali kremlowskiej któryś przyszły polski przywódca narodu otrzyma (jak to się mawia) "propozycje nie do odrzucenia". Nieduża rzecz - po prostu odegrać raz jeszcze rolę ostatniego monarchy I Rzeczpospolitej króla Stanisława Augusta Poniatowskiego.  Tak się może stać - chyba, że sprawy zajdą za daleko i większość rodaków stwierdzi, że na nowym Bizancjum nigdy im nie zależało - że ta  pierwsza unia na ich potrzeby w zupelności wystarczy. 
 

Przejdź do archiwum komentarzy i felietonów

.................

CFMB 1280 AM, RADIO POLONIA, MONTREAL, KANADA. WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE.
Tel: (514) 367-1224, tel. do studia podczas trwania audycji: (514) 790-0251 
E-mail: kontakt@radiopolonia.org / Designed and maintained by Andrzej Leszczewicz
ZALOGUJ SIĘ